sobota, 22 grudnia 2012

Informacja - "Realia: wtajemniczenie".

             Zgodnie z tym, co pisałem w artykule pt. "Eksperyment" podjąłem się ukazania tego, jaki byłem wcześniej, a jaki jestem obecnie. Z uwzględnieniem ewentualnych zmian u samego siebie, zachodzących w moim charakterze, osobowości, zachowaniach, relacjach z innymi ludźmi, itp. Wyszczególniam poza tym,czy coś uległo zmianie, może normalizacji, albo optymalizacji? Pod względem społecznym niestety nie widzę takich symptomów - wręcz odwrotnie. Pogłębiający się kryzys tylko utwierdza w przekonaniu, że nic się w tej materii nie zmieniło. Co najwyżej podziały społeczne uległy powiększeniu, nastąpiła tez większa pauperyzacja społeczeństwa aniżeli dotychczas, klasa średnia zaś ledwo zipie! Nadal bardzo dobrze ma się warstwa nowobogackich oraz inne grupy, które na tym wszystkim korzystają. W ten sposób nie ma już zaufania społecznego, które jest nam tak potrzebne! Poza tym religia nie pełni już takiej roli jak jeszcze kiedyś. Nie zjednuje ludzi, bardziej stwarza podziały. Widać to przy postawach, wraz z opowiadaniem się po którejś ze stron, czy to jeśli chodzi o politykę, czy o identyfikację z określoną grupą społeczeństwa. Narasta kastowość i klasowość, zamiast pożądanego solidaryzmu, który obowiązywał niegdyś bardziej, niż teraz. Ludzie patrzą najczęściej na czym mogą zyskać, nie liczą się jak kiedyś: bezinteresowność, przyjaźń, niezmienne zasady bazujące na wzajemnym porozumieniu i szacunku wobec siebie. Tego najwyraźniej brakuje. Należy to wskrzesić. Skoro opowiadam się za czymś takim, to tak samo są ludzie również wyznający takie podejście i nie oceniający kogoś miara jego grubości portfela, statusu, czy tego, co "może załatwić oraz jakie ma znajomości do tego". Nie bawi mnie jak może innych określanie gdzie pracujesz, w jakim zawodzie - to będziesz wówczas dla kogoś perspektywiczny lub nie - stereotypizacja nakierowana na posiadanie, nic więcej. Wypranie z wszelkich uczuć, poza pierdoloną kalkulacją! Takie podejście nigdy mnie nie interesowało: tak wówczas, jak i teraz. W przyszłości również nie zamierzam dołączać do tego krzykliwego klubu malkontentów narzekających na wszystko i dyletantów: mających innych w dupie, jeżeli nic im się nie zaoferuje. Od wszystkich pragną wszystkiego, tylko nie od siebie. Najwyższa pora aby zaczęli w tym dostrzegać siebie i w tym aspekcie budować swoje wnętrze. Tylko człowiek bogaty - tu was zaskoczę - wewnętrznie (!) może dać coś z siebie innym. Robię to na łamach tego blogu. Zawsze chciałem być kapłanem. Koniec kazania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz